Prus Lalka, Tom 2 rozdział 10 |
(Drogi anioł! jakby domyślała się, że jej słodki uśmiech na cały tydzień rozświetla mi ciemności życia.)
- Mówiła panu mama - rzekła pani Stawska - jaki nas dziś spotkał honor?
Aha, prawda, zapomniałam. - wtrąciła pani Misiewiczowa.
Tymczasem dwie panienki wyszły dygając i zostaliśmy sami, jakby w kółku familijnym.
- Niech pan sobie wyobrazi - mówiła pani Stawska - że miałyśmy dziś wizytę baronowej. W pierwszej chwili prawie zlękłam się, bo ona, biedaczka, nie ma przyjemnej powierzchowności, taka blada, tak zawsze czarno ubrana, takie ma jakieś tłumacz przysięgły warszawa spojrzenie. Ale rozbroiła mnie w jednej chwili, kiedy zobaczywszy Helunię rozpłakała się i upadła przed nią na kolana wołając: takie było moje małe biedactwo i już nie żyje!. Zimno mi się zrobiło, kiedym tego słuchał. Nie chcąc jednak może na próżno przerażać pani Stawskiej, nie śmiałem zakomunikować jej moich przeczuć. Zapytałem tylko: - I czego ona chce od pani? - Przyszła mnie prosić, ażebym pomogła jej w uporządkowaniu bielizny, sukien, koronek, słowem, całego gospodarstwa. Ona spodziewa się, że wkrótce mąż do niej wróci, i chce poodświeżać jedne drobiazgi, inne zakupić. A że jak mówi, nie ma gustu, więc prosi mnie do pomocy i obiecujc mi płacić po dwa ruble za trzy godziny co dzień. - A pani co na to? - Mój Boże, cóż miałam robić?. Naturalnie, że przyjęłam z podziękowaniem. Jest to wprawdzie chwilowe zajęcie, ale bardzo przyszło mi w porę, bo właśnie onegdaj (nie rozumiem nawet z jakiego powodu) straciłam jedną lekcję muzyki, za pięć złotych godzina. Westchnąłem domyślając się, że powodem utraty lekcji mógł być jaki list anonimowy, w pisaniu których pani Krzeszowska odznacza się wielką biegłością. Ale - nie powiedziałem nic. Bo czy mogłem radzić pani Stawskiej, aby odrzuciła dwa ruble dziennie? Oj, Stachu, Stachu!.:. dlaczego byś ty się z nią nie miał ożenić?. Prus Lalka, Tom 2 rozdział 10 tłumacz przysięgły warszawa fragment 60 |
| 2008-11-07 18:33:07 |